Home Aktualności|
AKTUALNOŚCI
20 edycja konkursu fotograficznego "W obiektywie 2014"

Ośrodek Kultury Plastycznej  Wieża Ciśnień
zaprasza do udziału w konkursie fotograficznym
W  OBIEKTYWIE ‘2014


Zasady uczestnictwa:

1.Konkurs ma charakter otwarty. Fotografie mogą
nadsyłać autorzy lub instytucje występujące w ich
imieniu. Do konkursu zapraszamy twórców
powyżej 16 roku życia.
2.Nadesłane prace mogą dokumentować lub mogą
być kreacją artystyczną wydarzeń kulturalnych,
politycznych, sportowych, życia codziennego,
mogą portretować ludzi, utrwalać przyrodę
i architekturę w roku 2014.
3. Minimalny format fotografii 21x30, maksymalny
100x70.
4.Prace (do pięciu sztuk)
oznaczone godłem ewentualnie tytułem,
prosimy nadsyłać bez oprawy.
5. Do prac należy dołączyć zaklejoną kopertę
z godłem zawierającą kartę zgłoszenia.
6.Prace muszą dotrzeć do Ośrodka do 28 lutego
2015 roku. Data stempla pocztowego nie
ma  znaczenia.
7.Udział w konkursie jest bezpłatny.
8.Organizatorzy nie biorą odpowiedzialności za
zniszczenia lub zaginięcie prac przesyłanych
drogą pocztową.
9. Prace nie spełniające zasad uczestnictwa
nie będą brane pod uwagę.
10. Organizatorzy mogą wykorzystać zdjęcia do
popularyzacji konkursu i wystawy w mediach.
11. Wyboru fotografii na wystawę dokonuje
Organizator konkursu. Powołane przez Ośrodek
Jury dokonuje oceny prac, przyznając nagrody
i wyróżnienia
12. Prace nagrodzone i wyróżnione w konkursie
przechodzą na własność Organizatora. Pozostałe,
na życzenie autorów zostaną odesłane
za zaliczeniem pocztowym ( w kraju ).
13.Odczytanie werdyktu i rozdanie nagród odbędzie
się na wernisażu wystawy pokonkursowej
w marcu 2015  roku, o czym zawiadomimy
wszystkich uczestników konkursu drogą meilową.
Prosimy o podanie aktualnego adresu e-mail
na karcie zgłoszeniowej.

Prace prosimy przesyłać na adres:
Ośrodek Kultury Plastycznej  Wieża Ciśnień
ul. Górnośląska 66a
62-800 Kalisz
tel +48  62  766-43-40
www.wiezacisnien.kalisz.pl 
Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.

Karta zgłoszenia:

http://zuzu102.w.interii.pl/kartazgloszenia.jpg



..............................

 

 
"Demonstracja psychedeliczna" - malarstwo Tadeusza Wolańskiego

 

 

Patrząc na najnowsze obrazy Tadeusza Wolańskiego to pierwsze określenie przychodzące mi na myśl to słowo „erotyzm”. Mimo, że forma obrazów nie nawiązuje bezpośrednio do widocznych stref erogennych ludzkiego ciała to i tak jej ostateczny wyraz jest erotyczny.

Natomiast styl tych obrazów polegający na przesadnym rozbudowywaniu kształtów, ich deformacja i celowe dysonanse kolorystyczne przekraczające obserwacją realny świat można by było zdefiniować, jako ekspresjonizm. Znamy przykłady nieco podobnej sztuki np. niezwykle erotyczne, ekspresjonistyczne malarstwo Egona Schiele. U Schielego forma jest dramatycznie realistyczna, ponura i smutna. Tadeusz Wolański w swoim malarstwie epatuje erotyzmem, ale z niezwykłą radością życia. Jego erotyzm to tylko środek służący do przekazania prawd głębszych uniwersalnych mających odbiorcę optymistycznie nastrajać. Każe widzowi wyobrażać sobie ludzkie ciało, którego dokładnie nie pokazuje jest to bardziej sugestia niż próba odwzorowania. Sugeruje erotyczne zmagania, ale ich bezpośrednio nie pokazuje. Nie każe skupiać się na szczegółach anatomicznych, które są tutaj ledwie zaznaczone. Widzowie mają się domyślać symboliki erotycznej, której forma przez przeróżne modyfikacje ma rozbudzać ich wyobraźnię. A wszystko to jest emanacją radości życia, które autor kocha i w harmonii konsumuje. Można dojrzeć tu falstaffowskie poczucie humoru, które Tadeuszowi Wolańskiemu towarzyszy zawsze. Ta jego skłonność obracania wszystkiego w żart szczególnie jest widoczna, gdy czyta się tytuły obrazów. Np. „Radosna perystatyka francuskiego koguta” czy „Perwersyjne emocje rewolucjonisty”.

Próbując przeanalizować głębiej formę obrazów Tadeusza Wolańskiego narzuca się określenie „ruchliwość formy”. Jest to moim zdaniem zasadnicze określenie, które należy przypisać sztuce Tadeusza Wolańskiego a określenie to jest klamrą spinającą całą jego twórczość. W jego sztuce forma to wciąż atakujące się nawzajem rozedrgane sekwencje płaszczyzny obrazu, w których agresywność koloru to rozedrganie pogłębia. Jest tam wszystko i elementy budowania przestrzeni i podkreślenie płaskości pewnych elementów obrazu. Linia wydobywająca ostro określone kształty wzmożona kontrastem kolorystycznym i rozedrganie poprowadzona. Wybitnie podkreślona figuracja i defiguracja a także kompletna abstrakcja o proweniencji ekspresjonistycznej. Nie można tych obrazów zignorować, mimo, że w sztuce współczesnej funkcjonuje niewyobrażalna ilość artefaktów. Obrazy Tadeusza Wolańskiego są prawdziwie malarskie tak jak malarstwo pojmować się powinno. Jedno jest absolutnie pewne jest to sztuka w pełni oryginalna naznaczona wspaniałą osobowością artysty. Jest to twórczość wybitna.

Andrzej Nawrot


Wernisaż wystawy: 19 grudnia 2014 r., godz. 18


..............................


 
"Gołuchowskie impresje"- mędzynarodowe plenery malarskie w Gołuchowie 2005-2014

 

 

Od roku 2005 odbywają się w Gołuchowie plenery malarskie pod tytułem „Inspiracje Gołuchowskie”. W dziesięciu dotychczasowych edycjach tej imprezy uczestniczyło ponad 140 artystów z Polski, Ukrainy, Białorusi, Niemiec, Stanów Zjednoczonych, Włoch, Holandii, Słowacji i Litwy. Nie liczby są jednak najistotniejsze, by zrozumieć sens przedsięwzięcia, które odbywa się tu corocznie od 10 lat.

Sztukę wszak odbiera się sercem i duszą nie zaś matematyką... Owego serca i owej duszy z całą pewnością nie brakuje współtwórcą, animatorom i głównym sponsorom „Inspiracji” – Państwu Dorocie i Romualdowi Bartosikom. To ich zaangażowaniu, otwarciu na świat i ludzi, ich chęciom, marzeniom i, co tu ukrywać, ich możliwością zawdzięczamy fakt iż dziesiąty rok z rzędu artyści z różnych zakątków świata spotkali się w tym magicznym miejscu by tworzyć sztukę, ku uciesze odbiorcy. Bez cienia wątpliwości stwierdzam, że świat potrzebuje znacznie więcej „Bartosików”, nie tylko w charakterze Mecenasów Sztuki!!!

Kolekcja prac przedstawionych na tej wystawie jest tylko częścią zbiorów, które powstały w wyniku plenerów, jednak jest ona bardzo urozmaicona, zróżnicowana stylistycznie i warsztatowo. Oczywistym jest iż po tak dużej grupie twórców trudno oczekiwać jednolitej sztuki. Każdy z nich jest przedstawicielem swojej szkoły, która wykształciła w nim zasady tworzenia oraz artystyczno-estetyczne poglądy na naturę otaczającego nas świata. Dlatego też niezwykle interesującym jest efekt wspólnego tworzenia kilkunastu osób, obserwujących to samo otoczenie. Myślę, że dla każdego z uczestników pleneru, jest to ciekawe doświadczenie, dające im nowe wartości we własnej twórczości oraz w relacjach jakie zachodzą między tak niepospolitymi ludźmi jakimi są artyści. W tym kontekście, plener jest wartością samą w sobie dla każdego z jego uczestników.

Wolodymyr Czornobaj – organizator i komisarz plenerów

 

Zbigniew Bury, bez tytułu, 2013

 

Andrzej Słowik, "Piórko do piórka", 2006

 

Wolodymyr Czornobaj, "Słoneczny dzień w Gołuchowie", 2013

 

..............................

 

 
"OGRÓDEK JARECKIEGO" - plenerowa ekspozycja reźb Bogdana Jareckiego (1949-2010)

 

Bogdan Jarecki (1949-2010), kaliszanin, rzeźbiarz, animator kultury, pomysłodawca adaptacji wieży ciśnień na galerię sztuki i miejsce artystycznych spotkań (od 1986 r. Ośrodek Kultury Plastycznej "Wieża Ciśnień"); organizator plenerów i Domu Pracy Twórczej w Brzezinach, rzecznik porozumienia między Polakami i Ukraińcami, wynalazca wielu patentów, które nigdy nie zostały opatentowane, ale spełniały pożyteczną rolę w czasach permanentnego  kryzysu.

Jarecki rzeźbiarz był eksperymentatorem; sięgał po różne materiały, od naturalnego kamienia i drewna po złom i żywice syntetyczne. Podobna różnorodność cechowała formę jego prac. Z wielu inspiracji najsilniejszą pozostała kobieta, rozumiana jako upostaciowienie mądrości natury. W ten nurt wpisuje się ostatni cykl rzeźb artysty pt. "Kwiaciarki", eksponowany w ogródku OKP "Wieża Ciśnień". Po restauracji i częściowej rekonstrukcji otrzymały żywe kolory symbolicznie przywołujące swojego Twórcę.

Barwny styl życia Bogdana Jareckiego wszedł do legendy miasta. W szkicu do portretu musiałyby się pojawić: tubalny głos, żywiołowość, długie włosy, beret, nieodzowna fajka w ustach, nonszalancja w stroju i zachowaniu. "Bogdan należał do szczególnego gatunku chłopców, którzy nigdy nie dorastają. I dlatego zostają artystami, bo tylko w tej profesji jest coś z radosnych, dziecięcych przygód, nieustannych poszukiwań i odkryć, zabaw z tematem czy modelem, a także widzem, którego trzeba koniecznie zaskoczyć, zaszokować, sprowokować do niekontrolowanej reakcji" - napisała przy okazji pośmiertnej wystawy artysty Bożena Szal-Truszkowska.

 

 

 

 

 

 

 

Restauracja rzeźb- dr Beata Kotecka

 

Otwarcie wystawy: 17 października 2014 r., o godzinie 17.30

 

........................

 
Działki nasze wieczyste. Rodzinne ogródki w fotografii Jolanty Chowańskiej, Mariusza Hertmanna, Niki Świtalskiej i Władysława Wałaszyńskiego

 

Wierząc, że przez jednostkowy przykład można zobaczyć cały świat, skupiliśmy się na Rodzinnym Ogrodzie Działkowym im. Marii Konopnickiej w Kaliszu (ul. Warszawska 72). Przyglądaliśmy się działkowemu życiu przez cały sezon, od kwietnia do września 2014 r. W efekcie powstały cztery odrębne kolekcje prac: Jolanty Chowańskiej, Niki Świtalskiej, Władysława Wałaszyńskiego i Mariusza Hertmanna. Wystawie będzie towarzyszył obszerny katalog ze wstępem badaczki miasta Anny Tabaki.
"Działki nasze wieczyste" zostały wpisane w wydarzenia II Wielkopolskiego Festiwalu Fotografii im. Ireneusza Zjeżdżałki.

 

 

Wernisaż wystawy: 17 pażdziernika 2014 r.

 

fotografia Władysław Wałaszyński

 

fotografia Nika Świtalska

 

fotografia Jolanta Chowańska

 

fotografia Mariusz Hertmann

 

Fraktale, drodzy Przyjaciele i Sąsiedzi, to geometryczne moduły, które widziane  zarówno z daleka, jak i z bardzo bliska wyglądają mniej więcej tak samo. Można byłoby je porównać do kalafiora,  którego kwiatostany pokrojone i wrzucone do garnka przypominają w pełni ukształtowane warzywa. Wyglądają tam, jak bardzo małe kalafiorki. Również i one dałyby się jeszcze podzielić na mniejsze i jeszcze mniejsze, tylko kto by je potem zdołał nadziać na widelec.

Kalafior to warzywo znane wyłącznie z uprawy. Nie występuje w formie dzikiej. Podobnie zresztą jak fraktale, które na razie funkcjonują wyłącznie jako abstrakty – niekończące się rzędy matematycznych wzorów, przyprawiających mnie, i to chyba od zawsze, o skurcze w okolicach żołądka. Co prawda, odnoszą się one do naszej rzeczywistości, opisując ją - jak twierdzą dobrze poinformowani - w wyjątkowo przenikliwy sposób, ale jak to się dzieje dokładnie…  Nie mam zielonego pojęcia.

Aby dalej już nie gmatwać, dodam dla porządku, że sama idea mimo wszystko wydaje się stosunkowo prosta. Zakłada, że każda drobinka otaczającej nas rzeczywistości zawiera w sobie komplet informacji o strukturze jaką współtworzy. Tak jak najmniejszy kwiatek kalafiora. Według potrafiących czytać i pisać te wzory w ten sam sposób zbudowany jest wszechświat. Jak kalafior, tylko większy.

I takie to właśnie nowinki, moi Kochani i to od wieków, poszerzają naszą optykę,  pozwalając zmienić nieco perspektywę z którą zwykliśmy przyglądać się  naszej najbliższej okolicy. Tak pogłoski o kulistości ziemi rozpoczęły epokę wielkich odkryć geograficznych, a rozczepienie światła w szklanym pryzmacie dało początek rewolucji w malarstwie. Tak zmieniamy się my i tak zmienia się świat.

No i teraz, moi Drodzy, najważniejsze. Czy to ten rodzaj spojrzenia wywołał inspirację, która zaprowadziła uczestników naszej akcji w okolicę egzystujących na obrzeżach prawie wszystkich polskich miast ogrodów działkowych? Czy dostrzegli w nich, a właściwie w tym jednym u zbiegu Dębowej i Warszawskiej, coś na tyle interesującego, aby poświęcić mu swój czas i to w samym środku upalnego lata?  A może ogrody to tylko pretekst do naświetlenia prawd o charakterze bardziej ogólnym, które jak nasze fraktale, skrzą się tam gdzieś między grządkami, czekają cierpliwie na swoich Galileuszy, Koperników i Kolumbów?

No ale o tym, moi Drodzy, musicie przekonać się sami, oglądając naszą wystawę i wertując niniejsze wydawnictwo. Zaś co do kalafiora, to tylko z wody i z tartą bułeczką…

 

Przemysław Dunaj

Tekst z towarzyszącego wystawie wydawnictwa.

 

Przyjeżdżają samochodami, na rowerach albo autobusem, ci, którzy mają najbliżej, przychodzą. Na działce spędzają każdą wolną chwilę. Są tutaj dla rozrywki, wypoczynku, z sentymentu i przyzwyczajenia. Jedni ogródki znają od dzieciństwa, inni przeciwnie, dopiero wciągają się w działkowe życie. Rodzinne ogródki w mieście są miejscami przedziwnymi: tu znajdziesz to, czego już nigdzie nie ma.(...)

Pani Wanda przy chodzeniu czasem pomaga sobie laską. Pracując w ogródku, często podpiera się na grabiach. Ciepłą porą przychodzi tutaj codziennie. Gdy zima trwa za długo, nie może sobie znaleźć miejsca; drepcze po domu w centrum miasta, dogląda doniczkowych kwiatów na parapetach, które całe lato wygrzewały się na trawniku, i powtarza: - No, już by mogła być ta wiosna... Przy jej nogach kręci się czarny Kitek - też doprasza się zmiany. Urodził się na działkach, tam znalazł swoje opiekunki i dobry dom na zimę. Przyzwyczaił się do rytmu życia trzech kobiet: mamy Grażyny, córki Agnieszki i babci. Ich życie od 9 lat dzieli się na dwie pory roku: czas ogródkowy i czas oczekiwania. Latem kociak biega po grządkach. - Od młodości jestem przyzwyczajona do pracy w ziemi. Gdybym tu nie robiła, to kto wie, czy bym jeszcze chodziła, pracuję, chociaż jestem schorowana - mówi starsza pani. Trudno usiedzieć na miejscu, nawet jeśli lekarze zabraniają.

Ogródek leczy, a nawet uzdrawia - to rozpowszechniona opinia. Pan Zdzisław przejął działkę po swoich rodzicach, którzy kupili ją w 1975 roku. - Działka to wypoczynek i zajęcie, chociaż może się to wydawać jakąś niepozorną pracą, ale przynosi ona satysfakcję. Trawę skosić, wypielić (chociaż tego nie lubię robić), no i roboty z tym stawikiem mam... Miało być oczko, a wyszło coś większego. W zależności od pory roku tafla wody rozkwita nenufarami, kaczeńcami, żółtymi mieczykami. Pomiędzy roślinami od czasu do czasu zabłyszczy coś i zniknie. Ryb w stawie pływa około setki, różnych gatunków, w tym okazy mieniące się złotem i srebrem. Zimą też jest co robić: opieki wymagają i ryby w wodzie, i koty - pupile pana Zdzisława. Futrzaki są nieufne; często siedzą przyczajone na ścieżce, ale czmychają we wszystkie strony, gdy zbliża się ktoś nowy. - Działkę zawsze lubiłem, cieszyło mnie to, że coś tutaj zrobiłem, skosiłem, coś wymyśliłem. Furtka pamięta jeszcze czasy "ojczulka", jak gospodarz nazywa swojego tatę, ale huśtawka, wykładana kamykami ścieżka, rozbudowa altany i kuta u kowala według własnego projektu dekoracja-płotek, to już wynalazki pana Zdzisława. Do wykonania niektórych z nich przydały się stara wersalka, wyrzucone po remoncie drzwi (z ulicy Pułaskiego) i kawałki falistej płyty. Wkomponowane w zieleń rower marki "Diamant" i kocioł do gotowania bielizny mogłyby zainteresować muzeum techniki. Jak to się dzieje, że mając tyle rzeczy, wokół udaje się utrzymać porządek, a przy tym wygospodarować sporo miejsca na trawnikową rekreację?

Na działki przyjeżdża wielu hobbystów. - Powietrze, śpiew ptaków, roślinność, smak świeżo zerwanych malin, zapach majeranku. Tego w sklepie się nie kupi. Wszystko razem uspokaja człowieka, doprowadza do równowagi psychicznej - twierdzi pan Józef. Do swojej zieleni przyjeżdża po pracy, łapiąc każdą wolną chwilę. Lato spędził budując altanę: drewnianą, lekką, niedużą, przepisową, żeby nikt nie kazał mu jej kiedyś rozbierać i żeby oko cieszyła. Deski elewacyjne zwoził sam - na dwóch kółkach. Droga z popularnego marketu w drugim końcu miasta na działkę zajmuje godzinę i 50 minut, bo jak człowiek kupi materiał, to jechać już nie może, tylko idzie przez cały Kalisz. Józef patrzy na swój wehikuł, jak co dzień obładowanymi przeróżnymi pakunkami i wzdycha: - Gdyby ten rower potrafił mówić... Lubi pracować sam, dokładnie, wytrwale, często do zmroku. Po okolicy rozlegają się pukania młotkiem i dźwięki wiercenia. Zwyczajna rzecz gdy działkowicz zapamięta się w swojej robocie i mimo nadciągającej nocy nie chce wracać do domu. Jeszcze jedna deska, jeszcze jeden gwóźdź i żeby zdążyć przed kolejnym sierpniowym deszczem. - Gdybym mógł, to bym tu mieszkał - deklaruje. - Nie mam samochodu, ale wolę to! Działka to moja kochanka - powtarza i mocniej przytula żonę. Pani Jola uśmiecha się, bo pan Józef jest znany ze swojego powiedzenia. Wszyscy wiedzą, że świata nie widzi poza żoną i działką.  (...)

Anna Tabaka

Fragment tekstu z towarzyszącego wystawie wydawnictwa.

 

Zobacz też:

http://www.chowanska.pl/?page_id=418

http://www.rc.fm/kulturalne/fotoogrodki-kadry-sprzed-lat.html

 

..............................

 

 
<< Początek < Poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 Następna > Ostatnie >>

Strona 7 z 22